Złość, gniew, czerwona kartka – Panujmy nad sobą !

Cześć wszystkim, dziś mam zamiar przedstawić wam relacje, własne odczucia, emocje, które towarzyszyły mi w ostatnich dwóch tygodniach. :)

Dwa tygodnie temu czekało nas ostatnie spotkanie zamykające rundę jesienną Wojewódzkiej Ligi Juniorów Starszych. Na mecz wybraliśmy się do Gryfina, aby podjąć walkę z Energetykiem, który plasuje się na ostatniej lokacie w tabeli. W takim momencie bardzo ważne jest nie zlekceważyć przeciwnika. Pomimo tego, że zajmują ostatnie miejsce, to również potrafią walczyć i grać w piłkę. Sami o tym się przekonaliśmy. Energetyk Gryfino , z niewiadomych nam przyczyn, do meczu przystąpił w składzie 10-osobowym i chyba niektórym już zapaliło się światełko – A będzie łatwo ! Do przerwy remisowaliśmy 0:0,  mimo że stwarzaliśmy dogodniejsze sytuację to, jednak Energetyk potrafił się skutecznie bronić, a nawet parę razy groźnie zaatakować. Na przerwę schodziłem z myślą – Ku**a , kurde co tu jest grane, gramy o jednego więcej, ale olewamy to wszystko. Po co tutaj w ogóle przyjechaliśmy ? Czy my chcemy wygrać, a może po prostu dokończyć o tak sobie rundę. Na całe szczęście w drugiej połowie się ogarnęliśmy. Spotkanie wygraliśmy 4:0, a nie ważne jaki przeciwnik, ważne są trzy punkty i mogę się pochwalić strzeloną bramką z główki ustalając wynik meczu :D

W ten sposób zakończyliśmy rozgrywki ligowe. Pozostał nam ostatni mecz w tym roku – Puchar Polski. 30 listopada, warunki klimatyczne niezbyt przyjemne, ujemna temperatura i silny wiatr. Serio było cholernie zimno. Naszym rywalem tym razem była Vineta Wolin. Zespół 4-ligowy zajmujący trzecie miejsce w tabeli. Byliśmy doskonale świadomi co nas czeka w takim meczu i mieliśmy rację, ale gdzieś w głębi duszy mogło się liczyć na minimalne zlekceważenie rywala. Vineta dosłownie dominowała na boisku, ale dzielnie się broniliśmy i czekaliśmy na moment, żeby wyprowadzić dobrze przygotowany kontratak. Parę razy się udało. Do przerwy był remis 0:0, wiedzieliśmy, że jeżeli się jeszcze trochę bardziej przyłożymy będziemy w stanie zdobyć gola. W okolicach 70 minuty w frajerski sposób tracimy bramkę, złość następuje, bo takie bramki nie mają prawa wpadać ! Zaczęła się ogromna chrapka na wyrównanie – my chcemy grać dalej. Nadeszła końcówka spotkania, sędzia odgwizdał rzut wolny z 40 metrów od bramki. Jak przy każdym stałym fragmencie gry wędruję w pole karne.  Sędzia daje sygnał wznowienia gra, łup mój przyjaciel dośrodkowuje. Wraz z drugim kolegą wbiegliśmy w obręb 11 metra, a z nami tylko jeden obrońca, który krył mojego partnera. Na początku myślałem że on sięgnie głową lecącą piłkę, jednak nie zdołał. Przyjąłem piłkę klatką i z „czuba” udało mi się lobnąć bramkarza rywali. Jeeest mamy remis ! Czas na dogrywkę.
To co się zdarzyło w dogrywce przechodzi ludzkie pojęcie. Remis 1:1 długo się utrzymywał, aż do fatalnego błędu sędziego. Z pewnością każdy z nas pamięta nieuznaną bramkę Jakuba Błaszczykowskiego z Czarnogórą na Stadionie Narodowym, kiedy to walczyliśmy o Mundial w Brazylii. Podobna sytuacja zdarzyła się u nas. Vineta atakuje naszą bramkę, w pewnym momencie jeden z zawodników oddaje strzał, leci w światło bramki i nagle piłka trafia leżące przed linią bramkową zawodnika rywali. Spalony jak nic. Spoglądam na bocznego sędziego, a ten wskazuje bramkę. W tym momencie nie wytrzymałem. Cały gniew, ambicja, duch walki wydostał się ze mnie i nikt, ani nic nie mogło mnie powstrzymać. Nie chcecie wiedzieć jakie słowa wydostawały się z moich ust. Wstyd! Sędzia upomniał mnie żółtym kartonikiem, ale nadal się nie przymknąłem. Pach … Poszła druga żółta i w konsekwencji czerwona kartka – wyleciałem z boiska. Schodząc mocno zdenerwowany nie oszczędzałem ich nadal. Zostaliśmy mocno skrzywdzeni. Po ujrzeniu czerwonego kartonika, szybko się wykąpałem, przebrałem i odszedłem stamtąd. Nie miałem już ochoty patrzeć na boisko, na mecz, a najbardziej na dwóch żółtawych klaunów z pacynkami w rękach i jednego ze smoczkiem.
Dopiero, kiedy ochłonąłem dotarło wszystko do mnie. Głupio zarobione kartki, bezsensowny powód opuszczenia boiska, osłabienie drużyny itp. Mimo to że od straty drugiej bramki do końca dogrywki pozostało jeszcze 7 minut, to jednak nie mam sobie za złe co przekazałem pewnemu człowiekowi. Bolą mnie tylko dwie rzeczy, że odpadliśmy i że osłabiłem ekipę w meczu. Ale jest już po meczu, co było nie wróci , nie ma co rozpamiętywać.

Tak jak wiecie, ważna jest motywacja, odpowiednie podejście do wszystkiego, marzenia, osiąganie sukcesów, ale w tym wszystkim trzeba zachować zimny łeb. Nie pozwólcie, aby ktoś stawał wam na drodze. Dążcie do wszystkiego czego chcecie nie zważając na inne rzeczy. Zachowajcie spokój, determinację, wytrwałość, a zdobędziecie to co wam sie tak naprawdę marzy! Trzymajcie się.